I am nothing, just dust, a worm crawling at Your feet.... Lord I am unworthy of Your gaze! Let us build the Church in souls on the rock of our faith. timeofapostasy.blog
Już starożytny filozof pogański wyśmiewał takich ludzi, mówiąc: nie masz nic wspanialszego nad słowa chrześcijan, lecz nic nędzniejszego, nad ich życie.
Gdyby większa część ludzi, według tego cośmy dopiero powiedzieli, według utrapień i cierpliwego ich znoszenia, nie zaś według słodyczy doznawanych w ćwiczeniach duchowych, postęp w doskonałości duchowej mierzyli, nigdy by się tak nie łudzili jak teraz się mamią i oszukują, idąc za swym własnym, ale błędnym światłem, słuchając zwodzeń szatańskich; nigdy by nie przyszli do takiej niewdzięczności, do szemrania przeciw Panu, do narzekania bezzasadnego na łaskę, którą Bóg im daje gdy doświadcza ich cierpliwości; przeciwnie usiłowaliby w takich przykrych razach, służyć jak najwierniej Panu, przekonani, że cokolwiek Bóg zsyła lub dopuszcza, wszystko to jest ku Jego chwale i dla naszego dobra.
Obecnie ma się wrażenie jakby cały świat został omamiony przez Złego. To co złe jest akceptowane i podnoszone do rangi dobra lub relatywizowane, a głównie sodomia i wielobóstwo. Kto ulega jest na złej drodze.
Albowiem nieustanny żal za grzechy rodzi to samo ciągłe poczucie własnej niegodności i zależności od Boga, które bywa owocem wytrwałej modlitwy. On też wiedzie nas do walki z sobą samym i do lekceważenia siebie oraz podsyca w nas nieustannie tego samego ducha pokuty, którego ożywia w nas doskonale, choć z przestankami, umartwienie ciała. Wreszcie daje nam on ten sam spokój i opanowanie w stosunku do siebie, tę samą słodycz i wyrozumiałość wobec drugich oraz tę samą cierpliwość i powolność w stosunku do Boga, które były owocem pozbycia się zaspieszenia w działaniu. Wszystkie zatem względy, które zwracały moją uwagę na inne przedmioty, jednoczą się w nieustannym żalu za grzechy.
"Lecz jakże mamy nabywać tego żalu i jak nabyty chronić przed uszczerbkiem? Czyż mam wykazywać, że to winno się stać przedmiotem szczególnych modlitw? Niech nam się nie przykrzą pospolite nabożeństwa, proste modlitwy, zwyczajne praktyki i kierownictwo, nie wykraczające ponad miarę przeciętności. Nie śpieszmy się ze zmianą kierownika sumienia, starannie i z odpowiednim nakładem czasu gotujmy się do Sakramentów świętych i wielce je sobie ceńmy. Niech w sercu naszym płonie gorliwość o nawrócenie grzeszników. W wyznawaniu własnych grzechów przy spowiedzi bądźmy naprawdę prości i szczerzy. Bądźmy zazdrośni wobec wszystkiego, cokolwiek opóźnia nasz stały wzrost w miłości Jezusa. Wszystko inne może się zatrzymać, nawet bez winy, lecz miłość się zatrzymać nie może."
Maryja oświecała proroków, pouczała apostołów, prowadziła ewangelistów. Bóg ustanowił w Kościele jednych jako proroków, innych jako apostołów, innych jako nauczycieli, lecz ustanowił jedną Maryję, od której lub za pośrednictwem której wszelkie światło zstępowało na nich. Słusznie Rupert nazywa Ją „archiprorokinią”, św. Hieronim nazywa Ją „proroctwem proroków”, Andrzej z Krety „sumą Bożych wyroczni”, ponieważ pouczała proroków, a sama była przedmiotem proroctw wszystkich proroków. Św. Ignacy, sławny doktor i męczennik (w swoim pierwszym liście), oraz św. Anzelm (w De conceptu Virginis, rozdz. 27) jednym głosem głosili, że błogosławiona Dziewica Maryja była przewodniczką i najmądrzejszą nauczycielką Kościoła katolickiego oraz jego książąt, czyli apostołów.
więc w pośrodku, w samymże pałacu, to jest w Bogu samym, dzieją się wszystkie te brzydkości i niegodziwości, które my grzesznicy popełniamy. O, jakże by nas ta myśl przerażać powinna! Jakżeby nam potrzeba zastanawiać się nad nią we dnie i w nocy! Jakież to światło z niej płynie na oświecenie nas ciemnych i nędznych, którzy nie możemy się zdobyć na zrozumienie takiej jasnej prawdy. Gdybyśmy ją bowiem zrozumieli, nie mielibyśmy odwagi zdobyć się na taką szaloną zuchwałość! Zważmy, siostry, jak wielkie jest miłosierdzie, jaka niewyczerpana cierpliwość Boga, że nas wówczas nie strąca do przepaści. Najgłębsze Mu za to czyńmy dzięki, ale i wstydźmy się samych siebie, gdybyśmy jeszcze obrażać się mieli, jeśli nam kto uczyni albo powie co złego. Bo jakiż może być większy na świecie wstyd i większa nad to nieprawość, gdybyśmy, wiedząc i widząc, jak Bóg i Stwórca nasz tak cierpliwie znosi tyle zniewag przez stworzenia Jego, nie już w oczach, ale na samymże łonie Jego Mu wyrządzanych, sami znieść …More
Jeżeli zgryzoty sumienia wzniecają w nas upokorzenie, jeśli czynią gorliwszymi w wypełnianiu spraw dobrych, jeśli nie zmniejszają ufności jaką pokładać winniśmy w miłosierdziu Boskim, przyjmujmy je wtenczas z podzięką jako łaskę nieba, jako pochodzące od Boga; lecz, jeżeli nas mieszają i trwożą, odbierają odwagę, jeśli nas czynią leniwymi, lękliwymi, oziębłymi w wykonaniu naszych powinności, wtenczas poczytać je mamy jako poduszczenia szatana, wykonywać zwykłe swe sprawy, a na to zamieszanie wewnętrzne żadnej nie zwracać uwagi.
Lecz pośród wszystkich stworzeń upodobnionych do Chrystusa jest jedno, które objawia Go w sobie lepiej niż pozostałe: błogosławiona śmiertelna niewiasta, która była Jego Matką i która, podczas gdy z prawa natury miała wyrażać w swoim obliczu Jego ludzkie rysy(2), dzięki niewysłowionemu darowi łaski przyjęła w swojej duszy w obfitości Jego cnoty i doskonałości. Jest Ona typem, który — choć zawsze pozostaje w granicach ludzkiej natury — nieporównanie bardziej niż jakikolwiek inny promieniuje światłem Archetypu i może udzielać światła oraz miłości niższym typom, które nie osiągnęły jeszcze pełni, aby mogły wznosić się ku wiecznemu Wzorcowi(3).
Biegnę Panie pędem gnam do drzwi Twych życie toczy się zbyt wolno bym czekać mógł kiedy skończy się! Panie daj mi skrzydła daj mi siłę wzniosę się tam gdzie Ty!
Zatem, jeśli czujemy tego typu respekt wobec naszych znajomych i przyjaciół, co powinniśmy odczuwać w obecności Wszechwiedzącego, przenikającego wszystko Sędziego ludzi? Szacunek i roztropność, jakie zachowujemy wobec ludzi stają się bojaźnią Bożą w stosunku do Wszechmogącego; a ci, którzy nie czują tej bojaźni, mówiąc krótko, nie wierzą, że On ich widzi i słyszy. Gdyby było inaczej, przestaliby z zadufaniem chełpić się Jego przychylnością dla nich, przestaliby opowiadać w jak zażyłej są relacji z Bogiem, przestaliby rozwodzić się nad Jego tajemnicami, przestaliby lekko traktować Boże Imię i przestaliby zwracać się do Niego z niestosowną poufałością.
Czułam, jak duszę moją palił ogień tak okropny, że nie tylko niepodobna mi go opisać, ale nawet i pojąć. Wycierpiałam ja wedle zdania lekarzy, w różnych chorobach najdotkliwsze, jakie tylko być mogą, boleści, ale wszystko to niczym jest w porównaniu do tego, com tam ucierpiała, tak ze strony samej katuszy, jak bardziej jeszcze z przekonania, jakie miałam, że to trwać będzie na wieki. A gorsze jeszcze od tego jest ustawiczne jakby konanie, w którym dusza zostaje. Zdaje się, jakby ci tchu miało zabraknąć, jakby cię duszono i stąd przerażenie i zwątpienie jest tak wielkie, że daremnie siliłabym się je opisać. Mało to jeszcze, jeżeli powiem, że się doznaje takiego uczucia, jakby cię ustawicznie rozdzierano, bo by to była obcej siły sprawa, a tam przeciwnie, dusza sobie niejako sama życie wydziera i siebie, że tak powiem, ćwiartuje. Co się tyczy ognia wewnętrznego i rozpaczy, które są jakby szczytem mąk piekielnych, wyznaję, że jeszcze mniej potrafię one przedstawić
Wszystko zaczęło się od młodzieńczej głupoty i odejścia od Boga. Przyjaciel popełnił samobójstwo, więc grupa młodych ludzi postanowiła wywołać duchy, aby dowiedzieć się, dlaczego to zrobił. Ale coś się stało. Nikt nie pamięta dokładnie, co to było, ale przynajmniej jednemu z nich całkowicie zmieniło to życie. Zauważyli, że talerzyk się poruszył i to właściwie wszystko, co pamiętają. Rozeszli się i nigdy o tym nie rozmawiali. Jeden z nich nawrócił się po ponad 20 latach i zaczął analizować, co się stało. Był młodym 15-latkiem praktykującym katolicyzm, a nawet myślącym o zostaniu księdzem. Wszystko nagle się zmieniło. W bardzo dziwny sposób zniknęły wszystkie przeszkody, które napotykał w życiu. Zdał egzaminy, do których nie był przygotowany, a nauczyciele, z którymi miał konflikty, odeszli. Tak to się zaczęło. Później były większe rzeczy. Pieniądze i sukces. W pewnym momencie swojego życia doszedł do wniosku, że niemożliwe nie istnieje.
Naprzód, nie zgadza się to z pokorą żądać dla siebie tego, na co się nigdy nie zasłużyło. Kto więc takiej rzeczy śmie pragnąć, ten chyba, jak sądzę, nie daje dowodu, by wysoko w tej cnocie postąpił. Jak prostemu wieśniakowi ani na myśl nie przyjdzie, by miał zostać królem, bo między niskością stanu swego a wysokością godności królewskiej widzi przedział do przebycia niepodobny, tak i dusza prawdziwie pokorna ani zamarzy o tym, by mogła być godną łask tak wysokich. Nigdy też, mniemam, niepokorny takich łask nie otrzyma, bo komu Pan chce im użyczyć, temu naprzód daje łaskę jasnego poznania siebie samego. Dusza zaś, znająca samą siebie, nicość i niegodność swoją, jakżeby mogła tak wysoko sięgać myślą i pragnieniem, kiedy już, jak jest istotnie, za wielką łaskę sobie poczytuje, że Bóg dawno jej nie strącił do piekła?
Mamy tu do czynienia z niekończącą się sałatką słów, miejscami nieczytelną z powodu swojej ciężkości i jałowości. A przede wszystkim z powodu błędów, które zawiera. Mowa o dokumencie „Troszczyć się o nasz wspólny dom”: Odpowiedzialna i braterska odpowiedź Bogu Trójjedynemu, którego sam tytuł już sprawia, że ma się ochotę uciec. Zatwierdzony przez Leona XIV, stanowi kolejne i niepotrzebne potwierdzenie pełnej ciągłości z watykańskimi heterodoksjami okresu posoborowego w ogólności, a bergogliańskimi w szczególności. Krótko mówiąc: trzy spojrzenia.
Nie należy wreszcie i o tem nigdy zapominać, że na modlitwie mamy przede wszystkiem i jedynie do czynienia z dobrocią i litością Boga, która jest nieskończona. Ona ma tu pierwsze i rozstrzygające słowo. Im bardziej duchowne jest to dobro, o które prosimy, tem większą możemy żywić nadzieję, że zostaniemy wysłuchani. Prosząc o dobra doczesne, wystrzegajmy się dwóch błędów: naprzód, nie módlmy się o nie bezwarunkowo i bez zastrzeżeń, gdyż te dobra mogą nam być w pewnych warunkach szkodliwe; powtóre, nie sądźmy, że o dobra doczesne nawet prosić nie wolno. Bo i o doczesne rzeczy należy się modlić, byle tylko w sposób odpowiedni. Bóg pragnie, abyśmy go uznawali również za sprawcę i źródło wszelkich dóbr doczesnych i dlatego sam umieścił prośbę o chleb powszedni w »Ojcze Nasz«.
Jeżeli dusza szuka sposobów pozbycia się jakiegoś zła dla miłości Boga, będzie ich szukać cierpliwie, z wolna, pokornie i spokojnie, spodziewając się swego wyzwolenia raczej od Opatrzności i dobroci Boga, niż od pracy, biegłości i pilności własnej. Jeżeli zaś stara się pozbyć tego zła dla miłości własnej, będzie się do tego rwała z pośpiechem i w gorączce, jak gdyby to dobro, którego pragnie, zależało raczej od niej niż od Boga. Nie mówię, że tak myśli, ale mówię, że śpieszy się tak, jakby w ten sposób myślała.
Bóg wiele razy grzesznym ludziom przebacza i na nowo do łaski swej przyjmuje, dla szatanów tego nie uczynił. Taka dobroć i łaskawość Boża, nawet kamienne serce powinna pobudzić do szczerej poprawy. Jeżeli grzesznik nie żałuje i poprawić się nie chce, to już musimy powiedzieć, że on jest gorszy od szatana, bo szatan z pewnością nie grzeszyłby drugi raz, gdyby mu Pan Bóg jego pierwszy grzech przebaczył; tym bardziej, nie uczyniłby tego po raz trzeci, czwarty a może i setny, jak to czynią niektórzy ludzie, którzy nawet zliczyć swych grzechów nie mogą, gdy się z nich przed kapłanem chcą wyspowiadać. Każdy człowiek brzydzi się szatanem, ale bardziej powinien brzydzić się sobą, gdy jaki grzech śmiertelny popełni, bo zaiste jest on gorszym wtedy od szatana.
''Po piąte. Dla szatanów Bóg nie stał się człowiekiem ani za nich nie cierpiał i nie umarł, toteż obraza, której się dopuszcza ten, co więcej odebrał dobrodziejstw, jest cięższą zniewagą dobrodziejowi wyrządzoną.''
Matka Boska nas prowadzi wśród zgliszcz i pożogi katolickiej wiary Ostatnie mury już runęły stoimy na skale milcząc czekamy na rozkaz Hetmanki na znak powrotu Twojej Chwały Nie myśl człowiecze zakłamany , że niszcząc podstawy naszych przodków wiary zdołasz ujść sprawiedliwej kary. I ty kapłanie wiarołomny ukorz się lepiej zanim przyjdzie dzień sądny.Ruszaj w pokutę na Wołyń , gdzie Msze Św. niedokończone czekają tam poczujesz jakżeś daleko Boga zostawił. Pamiętać musicie wszyscy! Zbawieni zostaną nielicznie a nie wszyscy.
Katolicyzm neomodernistyczny kieruje tych młodych ludzi w ślepą uliczkę, neutralizuje ich, gasi namiętność tych młodych serc, przemieniając ich w liczby i statystów podczas „papieskich” wizyt czy Światowych Dni Młodzieży, będących polskim wynalazkiem. A młody człowiek pełen dobrej woli, pragnący Prawdy i rzeczywiście pragnący stać się katolikiem, któremu szczęśliwym trafem udałoby się uciec z tych niebezpiecznych sideł, nadal znalazłby się w obliczu nowych wielkich zagrożeń.
Podstawową zasadą Modernizmu według p. Loisy, jak widać w dalszym ciągu jego enuncjacji, której tu nie przytaczam, jest zupełne przerobienie wierzenia i dobrowolne zrzeczenie się przez Kościół zasady, która daje mu boską powagę co do organizacji tj. zrzeczenie się zasady boskiej, na której się opiera i która jest jedyną racją bytu Kościoła. Kosztem tych ustępstw, według modernistów, mógłby nastąpić pokój między Kościołem i społeczeństwem współczesnym.
Doktryna modernistyczna to ideologia globalistyczna (a nawet nie religia) zaprzeczająca dwom tysiącleciom Kościoła Katolickiego. Głównym motywem zainteresowania jest ludzkość jako taka.
Sądzę zaś, że słusznie utrzymywać można, iż nie tylko samo już ukrzyżowanie Zbawiciela, które tak straszne zadało Mu cierpienia, że od nich umarł, lecz i to wszystko co poprzedziło tę chwilę, zadało Mu okropne męki, a stąd rozbudzać w nas powinno współubolewanie i pełen czci i wdzięczności podziw. Bo cóż to jest pomyśleć sobie, że Pan nasz Jezus Chrystus Bóg przenajświętszy, od chwili w której w nocy pojmany został, aż do chwili kiedy około południa do krzyża Go przybito przebył wszelkiego rodzaju najsroższe katusze, doznał najdotkliwszych obelg, zniewag i naśmiewisk! Nie dali Mu ani na chwilę wytchnąć; a czego doznał, co przebył, posłuchaj.